PRZEDPREMIEROWO "Zdążyć z miłością" - Beata Majewska - Wydawnictwo Książnica (Grupa Wydawnicza Publicat S.A.)



Dziś mam dla Was przedpremierową recenzję najnowszej książki Beaty Majewskiej, a zarazem trzecią i ostatnią część "Konkursu na żonę" (recenzje dwóch pierwszych części znajdziecie TUTAJ i TUTAJ).

"Zdążyć z miłością", choć uznawana jest za kontynuację serii o Łucji i Hugonie, dotyczy innej bohaterki - Olgi, którą mieliśmy okazję poznać w poprzednich częściach jako byłą kochankę głównego bohatera, niemogącą pogodzić się ze stratą i próbującą za wszelką cenę odzyskać dawną miłość. Trzeba przyznać, że strasznie niechlubna rola przypadła tej bohaterce i zdziwiłam się, że to właśnie o niej ma być trzeci tom serii.

Jak wiecie z poprzednich recenzji, jestem z tą serią związana bardzo osobiście. Z tego powodu nie przyjęłam dobrze wiadomości, że trzeci tom nie będzie kontynuacją historii Łucji i Hugona. Bardzo polubiłam tę dwójkę i liczyłam na jakieś ciekawe zwieńczenie ich wątku. A już absolutnie nie pocieszyła mnie informacja, że ta książka będzie dotyczyć akurat Olgi, której, powiedzmy sobie szczerze, nie dało się lubić w poprzednich częściach serii.

Czy po przeczytaniu książki zmieniłam zdanie co do głównej bohaterki i pomysłu autorki? Przekonajcie się sami ;)



Olga Becker to trzydziestoletnia kobieta sukcesu. Jedynaczka, wychowana w bogatej rodzinie, nigdy niczego jej nie brakowało. Po śmierci ojca otrzymała w spadku większość udziałów w jego laboratoriach medycznych LABBE, więc na dobrą sprawę jest ustawiona do końca życia. Jej matka z własnej woli postanowiła resztę życia spędzić w specjalnym ośrodku leczenia nerwic, choć nerwicy nie miała, więc Oldze przypadł w udziale również wielki dom po rodzicach. Gdyby tylko miała z kim w nim zamieszkać...

Olga była swego czasu bardzo zakochana w Hugonie, obecnym mężu Łucji. Myślała, że ten odwzajemnia jej uczucia, lecz wtedy jeszcze nie w głowie było Hajdukiewiczowi zakładanie rodziny, więc gdy tylko usłyszał z ust obecnej kochanki magiczne "Kocham Cię" - czym prędzej się ulotnił i przeprosił za "sprawianie mylnego wrażenia". Olga bardzo długo nie mogła pogodzić się ze stratą. Próbowała wszelkich możliwych i niemożliwych sposobów, by odzyskać Hugona. A gdy dowiedziała się, że ten ni stąd ni zowąd zaręczył się, a jego przyszła żona jest w ciąży - postanowiła namieszać jak tylko najbardziej się da. Podmieniła wyniki w laboratorium, przez co przyszli rodzice myśleli, że ich dziecko jest śmiertelnie chore. Gdy plan nie wypalił, ponieważ jedna z pielęgniarek odkryła pomyłkę, Olga poinformowała niczego nieświadomą Łucję o spadku Hugona i wywołała kolejną burzę. O tym wszystkim mogliśmy przeczytać w poprzednich częściach. Sami widzicie, że Olga nie była pozytywną bohaterką. Dopiero gdy dowiedziała się, że mimo tych wszystkich przeciwności, Łucja i Hugo znowu są razem i planują ślub - odpuściła i cierpiała w samotności.

Do tego wszystkiego okazało się, że u naszej bohaterki wykryto nowotwór. Poddano ją chemioterapii, przez co znacznie ucierpiał jej wygląd zewnętrzny, do tego trzeba było wyciąć jej macicę, więc również w środku nie była już tak "atrakcyjna" jak wcześniej, ponieważ nigdy nie będzie miała dzieci. Choć udało się ją całkowicie wyleczyć, to jednak samoocena naszej bohaterki znacząco spadła, mimo że na pozór zupełnie nie przejęła się chorobą. 

Gdy nasza bohaterka po raz pierwszy po chorobie idzie do swojego laboratorium, spotyka tam Kamila - przystojnego trzydziestokilkuletniego mężczyznę, wraz z dwójką jego dzieci - Faustyną i Maksymilianem, którzy przyszli na kontrolne badania. Pierwsze, na co Olga zwraca uwagę, to dziwaczne imiona dzieci, niczym z innej epoki. Jednak gadatliwa z natury Faustyna szybko wyjaśnia, że są bardzo wierzącą rodziną, a ich imiona zostały nadane na cześć świętych. Nawet próbuje przypomnieć sobie jakąś świętą Olgę, ale jej się to nie udaje. Olga, jako zdeklarowana ateistka, jest na równi zaskoczona i zażenowana tą sytuacją. Jej pierwsze spotkanie z ojcem dzieci również wypada strasznie sztywno, dlatego gdy ten próbuje ją zaprosić na kawę - odmawia.

"- Nie wierzę. (...) Kato-podryw na Świętą Olgę i niegnijące zwłoki? Trzeba przyznać, koleś jest oryginalny albo nieźle walnięty."

Mimo tej decyzji spotykają się ponownie i Olga zaczyna się czuć bardzo dobrze zarówno w towarzystwie dzieci, jak i ich ojca. Ma wrażenie, że wreszcie odnalazła swoje miejsce na ziemi. I choć ich relacja rozwija się bardzo powoli, jakby każdy bał się zrobić kolejny krok, to jednak wkrótce zauważają, że już nie mogą (i nie chcą) żyć osobno. 



Mimo wszystko nie jest to łatwa relacja. Pomiędzy Olgą a Kamilem i jego dziećmi istnieje przepaść na wielu płaszczyznach życia - religijnej, pieniężnej, światopoglądowej. Niby mówi się, że przeciwieństwa się przyciągają, ale zbudowanie takiej relacji i walka o jej przetrwanie wcale nie jest łatwą sprawą. Jednak zbliżają ich do siebie ciężkie doświadczenia życiowe i potrzeba zwykłego ciepła drugiej osoby. W końcu miłość wygrywa i para pobiera się.

Niestety wkrótce okazuje się, że nie dane im było cieszyć się szczęściem na dłuższą metę. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, do czego nawiązuje tytuł. Trzeba zdążyć z miłością, zanim będzie za późno, trzeba łapać szczęście tu i teraz, bo za chwilę może ulecieć. 

Czy Olga mimo wszystko będzie potrafiła odnaleźć szczęście? Czy dzieci będą potrafiły zaakceptować ją w roli matki? 

Wygląda na to, że znowu się koszmarnie rozpisałam. Niestety - nic nie poradzę na to, że książki Pani Beaty zawsze mnie tak bardzo poruszają. I tak nie napisałam wszystkiego, co mi chodzi po głowie, bo wyszłaby z tego kolejna książka. Pewnie nikt nie przeczyta tej recenzji w całości, no ale trudno.



Czy po przeczytaniu książki zmieniłam o niej zdanie? Na pewno spojrzałam inaczej na Olgę, która okazała się bardzo samotną, zagubioną i łaknącą ciepła osobą. Wręcz żebrzącą o trochę szczęścia, choć oczywiście nie dającą tego po sobie poznać w codziennym życiu. Obracanie się w takich kręgach towarzyskich, w jakich obracała się Olga przecież zobowiązuje. Do tego niemal z dnia na dzień została opuszczona przez ojca, który zmarł i przez matkę, która wyniosła się do swojej płatnej samotni jak najdalej od córki. Później na głowę spadła jej choroba, w której została całkiem sama. Takie doświadczenia zawsze zostawiają w ludziach ślad. I tylko druga osoba, która przeżyła coś podobnego, może kogoś takiego zrozumieć. Taką osobą okazuje się Kamil, który przeżył najpierw wieloletnią chorobę córki, a później śmierć ukochanej żony i został sam z noworodkiem. Wiadomo było od początku, że się zrozumieją, mimo wielu różnic.

Książkę czytało się bardzo szybko, podtrzymuję swoje zdanie, że uwielbiam pióro autorki. Natomiast czegoś mi ewidentnie zabrakło. Może tego humoru z poprzednich części? Niby był jakiś humor, śmieszne sytuacje z dzieciakami w roli głównej, ale to jednak nie to samo. To, co wiem na pewno, to że z całą pewnością zabrakło mi mądrości życiowych Zofii Maśnikowej i gadulstwa Łucji. Tak bardzo uwielbiałam je w poprzednich częściach, że wyczekiwałam jakichkolwiek scen z tymi kobietami w trzeciej części, ale niestety dostałam tylko kilka zdań rzuconych przez Łucję podczas przypadkowych spotkań. Pod tym względem mam straszny niedosyt. Nie mogę Wam zdradzić zakończenia, ale ono również mi się nie podobało. Moim zdaniem było naciągane, całkowicie nierealistyczne i czyniło z Olgi dokładnie taką kobietę, za jaką mieliśmy ją na początku. Mimo że życzyłam jej jak najlepiej - to było dla mnie przegięcie. I końcówki niestety nie czytało mi się tak przyjemnie, jak całej książki. 

Mimo, że uważam, iż książka była słabsza niż poprzednie dwie części serii, to jednak warto po nią sięgnąć, ponieważ dużo można z niej wynieść.

Za egzemplarz bardzo dziękuje Wydawnictwu Książnica (Grupa Wydawnicza Publicat S.A.)!
Premiera już 25.10.


Komentarze

  1. Tyle ciekawych książek się pojawia każdego miesiąca. Kiedy ja to wszystko przeczytam?

    Pozdrawiam. i zapraszam do mnie :)
    Kasia
    http://misskatherinesblog.blogspot.com
    IG @misskatherinesblog (https://www.instagram.com/misskatherinesblog/)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przede wszystkim słabo, że w ostatniej części nie mamy ani Hugona ani Łucji właściwie, na dodatek Olga mimo chwilowej przemiany koniec końców okazuję się dokładnie tą osobą, za jaką mamy Ją od początku... Nie wiem czy sięgnę po tą część, jeśli już, to z czystej ludzkiej ciekawości ;)

    Pozdrawiam, she__vvolf 🐺

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo kusisz tymi książkami. Ja muszę zacząć od "Konkursu na żonę"!

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty