Podsumowanie Targów Książki w Krakowie 2018



Witajcie po kilkumiesięcznej przerwie! Mam nadzieję, że ktoś mnie jeszcze pamięta i czasem tu zagląda mimo mojej nieobecności ;)

Postanowiłam napisać kilka postów zbiorczych, żeby nadrobić czas, kiedy mnie tu nie było, no i tysiąc zaległych recenzji, które czekają na mnie od daaaaaawna. Jakbym zaczęła je wrzucać osobno, to byście mnie przeklęli :D 

Jednak żeby nie rzucać się tak od razu na głęboką wodę, na pierwszy ogień pójdzie post o tegorocznych Targach Książki w Krakowie. Będzie trochę o organizacji, o ludziach, autorach, no i książkach oczywiście ;) Zapraszam do przeczytania!

W tym roku do samego końca nie wiedziałam, czy pojadę na targi. Od paru miesięcy nie czuję się najlepiej, do tego nie wiedziałam, jak ułoży mi się grafik w pracy, no i... tak naprawdę wrażenia po ubiegłorocznych targach nie były na tyle pozytywne, żebym chciała tam wrócić za wszelką cenę. Tym bardziej, że w maju byłam na WTK i mam porównanie, w którym KTK wypadają baaaaaaardzo słabo. No ale w końcu dostałam wolne i pojechaliśmy z mężem na dwa dni, piątek i sobotę. Jak było?



Książki i autorzy

Po okropnych doświadczeniach z mdleniem w gigantycznych kolejkach do autorów w koszmarnie dusznym EXPO, powiedziałam sobie DOŚĆ - w tym roku nigdzie nie idę, nie będę do nikogo stała przez dwie godziny, żeby dostać parę zamazanych kresek w książkach. No i nie poszłam. Nie byłam u ani jednego autora, nie stałam w żadnej kolejce i to było jak zbawienie. Poza tym powiem Wam szczerze, że przeglądając listę wystawców i autorów nie za bardzo widziałam tam kogoś, z kim chciałabym się spotkać i pogadać. Od zeszłego roku bardzo dużo się u mnie zmieniło. Mam większą świadomość czytelniczą, inny gust, mam wrażenie, że bardziej wysmakowany. Większość książek, które jeszcze niedawno mi się podobały, teraz jest dla mnie nijaka. Zwracam uwagę na inne aspekty, częściej odkładam książki nieprzeczytane i do nich nie wracam, bo jak coś na początku jest dla mnie słabe to nie chce mi się z tym męczyć dalej. Porządnie ograniczyłam liczbę współprac recenzenckich ze względu na ten fakt. Dużo mniej kupuję, dłużej wybieram książkę, którą teraz chcę przeczytać. To wszystko przyczyniło się do decyzji, że na targach nie odwiedziłam żadnego autora i ani trochę tego nie żałuję. W tamtym roku niemal dałam się pokroić za spotkanie z Katarzyną Bereniką Miszczuk, a w tym... Szczerze nie miałam na to ochoty. Odkąd Wydawnictwo WAB zaczęło z niej robić gwiazdę i wymagać wydawania większej ilości książek rocznie, jej nowe pozycje są tak nijakie, że aż oczy bolą od czytania. Więcej na ten temat znajdziecie w recenzji "Paranoi", którą planuję wrzucić za kilka dni. Autorki ostatecznie na targach nie było, może to i lepiej. 

Jeśli chodzi o książki, które kupiłam, to również jest ich znacznie mniej niż w roku ubiegłym. Nie kupowałam na oślep tylko po to, żeby potem leżały i się kurzyły. Zaczyna się to dla mnie robić bez sensu, potrzebuję teraz miejsca w mieszkaniu na inne rzeczy, a książki leżą dosłownie WSZĘDZIE, z czego o istnieniu połowy z nich nawet nie pamiętałam. Chyba szykuje się duża wyprzedaż, bądźcie czujni ;)



W tym roku na targach kupiłam:

- dwa kolejne komiksy z serii Giant Days - kocham tę serię, kocham piękne grafiki, kocham bohaterki - nie mogło być inaczej :)

- III tom "Buntowniczki z pustyni" i dodatek do tej serii - planuję w końcu zabrać się za nią ponownie i przekonać się, czy pozostałe części są tak przyjemne jak pierwsza. Do zakupów dostałam gratis świeczuszkę. Mam nadzieję, że Epikpage poprawiło choć trochę wykonanie swoich świeczek od naszego pierwszego (i ostatniego póki co) spotkania w zeszłym roku i tym razem świeczka nie zacznie mi płonąć razem ze słoikiem...



- "Wojenna burza", czyli ostatni tom serii "Czerwona królowa" Victorii Aveyard. Pierwszym tomem tej serii byłam zachwycona, drugi był tak beznadziejny, że z przeczytaniem trzeciego zwlekałam na tyle długo, że autorka zdążyła wydać czwarty. Postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę i przeczytać całość na raz, może coś jednak zaskoczy.

- "Guerra" od Melissy Darwood - drugi tom "Laristy" z serii Wysłannicy. Pierwszy był super, choć na początku trochę nie mogłam się wciągnąć. Szkoda, że drugi nie jest o tych samych bohaterach, ale mimo wszystko mam nadzieję, że będzie dobry. W razie czego to tylko 240 stron... :D

- "Polska odwraca oczy" - chodził za mną ostatnio jakiś porządny reportaż. W tym przeczytałam na stoisku zaledwie dwie pierwsze strony i już wiedziałam, że muszę go mieć. Mam nadzieję, że całość będzie tak dobra, jak początek.



Oprócz książek kupiłam parę książkowych gadżetów - gryffindorowe skarpetki z Molom czy kolczyki w kształcie książek (na wizytówce jest adres strony www.paniplaner.pl gdyby ktoś był zainteresowany). Do tego tona zakładek zewsząd i wspomniana wcześniej świeczka z epika. Na spotkaniu z ambasadorami We Need YA dostałam również piękny kubeczek z brokatową kawą ;) A oprócz rzeczy typowo książkowych, mój mąż kupił sobie genialny model motocykla do składania z drewna - wyszło mu cudo i miał mega radochę, także polecam Wooden City jeśli ktoś lubi takie zabawy :)



Ludzie

Dzięki temu, że nie traciłam czasu na bezsensowne stanie w kolejkach, miałam go znacznie więcej na spotkania z Wami :) Poznałam tyle fantastycznych osób z blogów i bookstagramów, że do tej pory nie mogę uwierzyć! <3 To również dzięki Wam znowu tutaj piszę i planuję w końcu pisać w miarę regularnie, chociaż 1-2 razy w tygodniu. A głównie zawdzięczam to Marice z Biblioteki Słów <3 Dziękuję kochana za każde ciepłe słowo! Nie będę wymieniać tutaj wszystkich osób, które spotkałam, wrzucam za to kilka zdjęć :)



Wzięłam także udział w warsztatach fotograficznych z Agą (magical_reading) organizowanych przez We Need YA. Tam również spotkałam masę świetnych osób, nie wszystkich kojarzyłam, dopiero później łączyłam twarze z nickami z IG :D Ale ekipa była super, zabawa też, a do tego trochę przypomniałam sobie na temat robienia zdjęć, trochę się nauczyłam i trochę poćwiczyłam. I teraz uwaga! Po raz pierwszy odkąd prowadzę bloga i bookstagrama, przytargałam z mojego domu rodzinnego do Wrocławia lustrzankę i będę robić zdjęcia aparatem, a nie telefonem. Aga, to Twoja zasługa :D Co prawda statywu już zapomniałam, ale będę kombinować bez, a następnym razem dowiozę. Zobaczymy, co zostało w głowie z mojej dawnej pasji gimnazjalno-licealnej ;)





Organizacja

No i tu niestety nie będzie miło. Z roku na rok jedynie utwierdziłam się w przekonaniu, że organizacja KTK jest jedną wielką porażką i z tego co czytałam na Waszych relacjach targowych, macie takie samo zdanie. Zwłaszcza te osoby, które miały przyjemność brania udziału w targach warszawskich. No cóż... niebo a ziemia. Duchota, ciasnota, ścisk, fatalna organizacja pod względem jedzenia itp. Gigantyczna kolejka przed JEDNYM wejściem. Jako blogerka mam to szczęście, że wchodzę innym wejściem, a mój mąż ze mną na ekobilet tym samym i tam kolejki nie ma albo jest minimalna. Gdybym miała stać w tym ogonie ciągnącym się przez cały parking to w życiu bym tam nie poszła, bo nie warto, w środku wcale nie jest lepiej. Na WTK jakoś da się to normalnie rozwiązać - jest kilka wejść, kilka kas, osobne wejścia dla konkretnych grup, nie zdarzyło mi się tam widzieć kolejki. EXPO jest zdecydowanie za małe na taką ilość wystawców i odwiedzających. Człowiek na człowieku, nie ma się jak ruszyć. Jeszcze w czwartek i piątek jak jest mniej ludzi to jest do przeżycia, ale tłumy w weekendy + kolejki do autorów na każdym kroku... no way, nigdy więcej. Jeśli jeszcze kiedyś pojadę na KTK to tylko na czwartek i piątek, nigdy na weekend. Na WTK ten problem nie istnieje - stadion jest na tyle duży, że wszystko mieści się bez problemu, nie ma kilku wydarzeń w tym samym czasie prawie w tym samym miejscu, tylko wszystko jest sensownie rozlokowane. Do tego dzięki "dziurze" w środku narodowego jest normalny przepływ powietrza, gdzie na expo można umrzeć z niedotlenienia. Kolejna sprawa - parking, a raczej jego brak. Malutki parking (oczywiście płatny i to niemało) przed samą halą - cały zapchany, parking pod M1 również cały zapchany, wszyscy się pchają, cisną, wjeżdżają na siebie, a na końcu stają na środku, wysiadają z auta i idą w pizdu :o Nie do pomyślenia. Tu również drugi rok z rzędu to samo i również udało nam się znaleźć miejsca jedynie na jakimś prowizorycznym parkingu w krzakach. Był ubaw przy parkowaniu, no ale błagam... Kraków, serio?



Podsumowując...

Jak pewnie zauważyliście, moje tegoroczne podejście do KTK było bardziej na luzie, wyjazd spontaniczny, na nic się nie spinałam. Byłam tam sobie połazić i przy okazji odwiedzić mój kochany Kraków. Spotkałam mnóstwo świetnych osób, z którymi bardzo przyjemnie spędziłam czas, kupiłam kilka nieprzypadkowych książek i zjadłam genialne pierogi na rynku :D Wyjazd uważam za udany, choć organizacja woła o pomstę do nieba ;) 

Ktoś z Was był na KTK? Jak wrażenia? Koniecznie podzielcie się swoimi wspomnieniami z targów w komentarzach i dajcie znać, że jeszcze tu jesteście :D <3



Komentarze

Popularne posty